Fear is withering the soul
At the point of no return.
We must be the change we wish to see.
(Within Temptation – See who I am)
Czyżbym była jakoś upośledzona?
Nie, nie, nie, nie.
Nie!
ok, ale że o co mi chodzi?
Póki jest na piśmie albo kompletnie niezobowiązująco w czasie zajęć - jest dobrze, rozmowa dopuszczalna.
A jednak jak myślę o tym, że Mój Kochany Zjeb mógłby jednak przyjechać do Kielc to bym chyba zdechła ze stresu. To samo jakby Nowy Zjeb Etyczny asked me to go out.
To tylko rozmowa, niezobowiązująca. A co potem? Zostanę starą panną, żelazną dziewicą z setką kotów, wkurwiającą świat i prasująca majtki.
Co jest ze mną nie tak? Podrywać, kręcić kuprem, puszczać oczko, ładnie się uśmiechać - to umiem. gadać właściwie też umiem. But I'm so fucking scared of what comes next...
Uraz jakiś cholerny z przeszłości chyba. Aż nie wiedziałam, że to aż tak bardzo się na mojej już i tak spaczonej psychice odbije...
Nie cierpię tego etapu poznawania, kiedy wszystko jest pozerstwem. Tak, pozerstwem kurna, bo to tylko popisywanie się, stroszenie piórek na pokaz, badanie terenu. W tej grze wygrywają lepsi aktorzy. Ci, którzy mają nerwy ze stali, mają gadane i ładnie stroszą nędzne piórzyska.
Takie sztuczne. I z tego się ma niby pojawić miłość? Że co kurwa? Wierzę w magię, ale to magię przerasta.
Srsly. Miło się z chłopem gada, ale... prędzej dałabym się tknąć M. Bo mu ufam. A tak kurde, znamy się przez neta, ale mu ufam, temu mojemu brzydalowi.
Boję się, I'm scared like hell.
-Co słychać?
-(z irytacją pufam na kolesia wlokacego się przed nami) spoko.
-(chwila ciszy) chyba jednak nie spoko.
-Czemuż?
-Bo się zawahałaś. Długo myślałaś.
-E tam
-No powiedz.
-Naprawdę w porządku.
-Czemu nie chcesz porozmawiać?
-Chcę. ale nie w typie kozetki u psychiatryka. Sztuczki psychologiczne w moim przypadku mijają się z celem. a u ciebie, co tam?
-Do dupy, ale środek ulicy to chyba nieodpowiednie miejsce na takie rozmowy.
Zakrawa na materiał do książki Grocholi co najmniej. Przynajmniej ta jedna relacja. Bo relacja z Moim Kochanym Zjebem polega na pieprzeniu głupot, tak jak to się pieprzy z przyjacielem.
Tak, stawiam przyjaciela, którego na oczy nie widziałam, wyżej niż przygodną jeszcze-nie-randkę.
Koniec! Pierdzielę to. Jak zaraz z M nie porozmawiam o żarciu, herbacie, makijażu i cyckach to zestresuję się na śmierć.